piątek, 17 kwietnia 2015

Edukacja kynologiczna dzieci...jeśli się za nią bierzesz, rób to odpowiedzialnie.


Post o edukacji w szkołach prowadzonej przez firmy, stowarzyszenia lub fundacje. Czasami przez osoby z tytułami czasami przez wolontariuszy. Bo o ile wolontariat jest rzeczą godną pochwały, ostatnio zauważam tendencję, że "skoro się udzielam gdzieś charytatywnie mogę wszystko, bo cały świat jest po mojej stronie. Robię dobrze, i jeśli ktoś zwróci mi uwagę to znaczy, że się nie zna, próbuje rzucić mi kłody pod nogi itd."
Niestety taka postawa pojedynczej osoby może pociągnąć za sobą całe stowarzyszenie czy instytucję. Bo dobrymi chęciami...piekło wybrukowane...
(Część pierwsza. Druga część będzie dotyczyła wolontariatu związanego z adopcjami zwierzaków. Bo zbierała się gorycz, zbierała, aż czara się przelała...)


Być może ten post (ba, na pewno!) wystawi mnie na liczne hejty, wyrazy oburzenia i podsumowanie, że jestem typową Polką, co to zamiast się cieszyć, że ludzie coś robią, to od razu widzi słabe i złe strony. Narzeka, wytyka i nie docenia. Trudno. Niestety wychodzę z założenia, że jeśli coś się robi to porządnie, a jeśli się nie jest pewnym albo ma się zrobić coś źle...to lepiej się za to nie brać w ogóle. Bo konsekwencje mogą być opłakane.

Wszystko zaczęło się od zwrócenia uwagi pewnej wolontariuszce, która ze swoimi szczeniakami odwiedziła przedszkole. Nieważne kto, nieważne gdzie-nie chcę tutaj nikogo piętnować, bo nie taki był i jest zamysł. Kulturalnie, bez emocji, nie na forum publicznym. Mimo wszystko rozpętało się piekło...
Bo w końcu jak można oceniać czyjąś działalność po zdjęciach? Jak można się wypowiadać na dany temat, jeśli się gdzieś nie było? No i jak w ogóle można krytykować działalność wolontariacką. Trzeba nie mieć serca i być złym człowiekiem ( niestety jeśli ktoś atakuje w ślepej furii żadne argumenty do niego nie trafiają, i kulturalna próba zwrócenia uwagi zostaje odebrana jako atak fanatyka...).

ZDJĘCIA I FILMIKI W INTERNECIE


Tu po części muszę przyznać owej "wolo" rację. Zdjęcie to uchwycenie w obiektywie chwili. Nie oddaje w pełni tego, co się dzieje. A internet i anonimowość faktycznie dają pole do popisu i uruchomienia wodzy fantazji...Jedno zdjęcie, jeden filmik wystarczy, żeby przekreślić czyjąś "karierę". A bo krzyknął na psa, a bo szarpnął smyczą, a bo coś tam (nie popieram absolutnie metod awersyjnych, ale nie wierzę, że istnieje osoba, która ma psa kota czy inne zwierzę-choćby żółwia- i która kiedyś nie straciła panowania nad sobą. Jesteśmy ludźmi, a ludzie się złoszczą. Jedni potrzebują do wybuchu sekundy, inni dłuższej chwili, inni są bardzo cierpliwi ale jak już wybuchną...co nie zmienia faktu, że wtedy powinno się wyjść, pacnąć w ścianę a nie przelewać frustrację na biedne zwierzę. No ale wiadomo-tak jest łatwiej). Interpretacja, jak sama nazwa wskazuje nie jest oddaniem prawdy. Jest indywidualną sprawą i opisem tego "co mi się wydaje" a nie tym jak było naprawdę. Dlatego zawsze warto przeanalizować kilka zdjęć, obejrzeć kilka filmów zamiast od razu krytykować. Jeśli jednak zdjęcie po zdjęciu widać, że coś jest nie tak, to za przypadek tego uznać nie powinniśmy...dobrze mówię? Jeśli na każdym kolejnym zdjęciu widzę kilkanaście rączek na psie, to chyba jednak były na psie, a nie jak twierdzi wolontariuszka, na jej głowie :)

EDUKACJA KYNOLOGICZNA DZIECI-CZEGO NALEŻY UCZYĆ?


Czy to płatna czy bezpłatna (chwała tym, którzy robią to z potrzeby serca i chęci dzielenia się swoim czasem!) przede wszystkim ma na celu nauczenie dzieci, że zwierzę nie jest rzeczą. Że Azor lub Filemon to zwierzę a nie rzecz, które potrzebuje naszej opieki, które zasługuje na naszą uwagę i jest godne naszego towarzystwa. Jednak sposób, w jaki tą wiedzę przekażemy nie jest bez znaczenia...

Dzieci to szybko uczące się bestyjki :) Nowo nabyte informacje chłoną jak gąbka, aby potem przekazać nowinki mamie, bratu, babci albo cioci. I o ile może nawet słuchają co Pan lub Pani w przedszkolu mówią, przede wszystkim zapamiętują samą sytuację i to, co robiły. Jeśli na zajęciach pozwala się psa głaskać wszystkim na raz, zwłaszcza w okolicach jego głowy, to właśnie to zapamiętuje dziecko. Że na widok psa, należy rączkę wyciągnąć a jak już się wyciągnie, to właśnie po to, żeby dotknąć główki. W końcu psy to lubią...faktycznie, znajdą się takie psy, które dotyk stawiają ponad wszystko, którym sprawia to przyjemność, które się tego nie boją. Jeśli jednak chcemy czegoś uczyć dzieci, musimy pamiętać, że mamy ich uczyć tego, jak jest ogólnie, a nie jakie są wyjątki...Bo większość psów może się wystraszyć, poczuć zagrożona albo zaatakować. I kto wtedy będzie winny? Pani, która do szkoły przyszła i pozwalała głaskać pieska? Winne będą wszystkie prozwierzęce organizacje, a biedny pies, który na ulicy został zaczepiony przez gromadkę dzieciaków (na zajęciach głaskaliśmy wszyscy na raz przecież) i z przerażenia ugryzł, będzie się nadawał jedynie do uśpienia. Ale co tam jeden pies. Grunt, że dzieci mają słodkie zdjęcie z pieskami, a szkoła może się pochwalić, że działa dla dobra zwierząt.


Z PUNKTU WIDZENIA PSA


Pies psu nierówny. Z założenia jest zwierzęciem stadnym. O wysoko rozwiniętych zachowaniach społecznych. Zmuszony do obcowania z tak niekonsekwentnym i chaotycznym gatunkiem, jakim jest człowiek...no ale sam tak wybrał ;) Żeby pies mógł wziąć udział na zajęciach, powinien przede wszystkim mieć pełne zaufanie do swojego przewodnika. Z założenia powinien być też psem rasowym (mowa tu przede wszystkim o psach dogoterapeutycznych) i wychowanym od szczenięcia, bo tylko to daje nam gwarancję, że będziemy w stanie przewidzieć jego zachowanie. Psy schroniskowe, psy adoptowane, choć potrafią sprawiać mniej problemów niż rasowe, posiadają często lukę w swojej historii, co przemawia na ich niekorzyść. Bo być może w ciągu tego jednego miesiąca, kiedy Fafik błąkał się po ulicach Olsztyna, dziecko w czapce z daszkiem rzuciło w niego kamieniem. I być może właśnie takie dziecko na zajęciach zrobi gwałtowny ruch. My będziemy zadziwieni reakcją Fafika, a dzieci do końca życia zapamiętają, że miły piesek może zrobić się bardzo nieprzyjemny, ba, nawet niebezpieczny!

Główne cechy psa, który może być brany pod uwagę to oczywiście jego kontaktowość, łagodność i umiejętność wyciszania się. Psy zbyt mocno ulegające emocjom (choćby miały być pozytywne-skakanie i lizanie dzieci z radości) nie nadają się do pracy tak samo, jak psy które bronią swoich zabawek, czy też są nieufne.

Pies powinien też mieć określony wiek. Wizytujące szczeniaki nie są zbyt dobrym pomysłem. Wciąż się uczą, wciąż chcą eksplorować świat, wciąż ich reakcje na nowe sytuacje mogą być nieprzewidywalne. Ich poziom pobudzenia również jest niższy, przez co o wiele łatwiej o zachowania, które mogą dziecku wyrządzić krzywdę-niechcący! Duża liczba dzieci, chichoty, piski i chęć pogłaskania z pewnością nie są tu bez znaczenia. Szczeniaki przechodzą również fazę lęku, która jeśli nałoży nam się na wizytę rozentuzjazmowanych przedszkolaków...może zakończyć się różnie.

Poza tym pies to żywe stworzenie. Może mieć gorszy dzień, może nie mieć nastroju na wizyty. I co wtedy? Jeśli umówiliśmy się na wizytę to przecież przyjedziemy, nie odmówimy. Mówi się trudno, jakoś sobie pies poradzi...Tylko po co uczymy o dobrostanie psa, skoro jego potrzeby mamy gdzieś?

Z PUNKTU WIDZENIA NAUCZYCIELA SZKOŁY


Kontakt z żywym zwierzęciem to cenne doświadczenie. Warto jednak zwrócić uwagę, że o ile nie jest on konieczny (psy TERAPEUTYCZNE) to właściwie...staje się zbędny. Zabranie pieska do szkoły,żeby pokazał kilka sztuczek, dał się pogłaskać nie za wiele różni się od pokazu zwierząt w cyrku...tak, oczywiście warunki w jakich przebywa na co dzień są lepsze ale sytuacja na zajęciach jest sztuczna. Co wynoszą z takich zajęć dzieci? Że pieski są mądre, robią fajne sztuczki i warto pieska mieć, bo wtedy jest no...fajnie?

Być może kiedyś nasz poziom edukacji dorówna poziomowi DogTrust organizacji, którą ogromnie szanuję, która wie co robi i która edukuje kolejne pokolenia nie potrzebując udziału w zajęciach prawdziwych psów. Wystarczy maskotka psa Bustera, na której dzieci o wiele lepiej przyswajają najważniejsze informacje o opiece nad psem i o tym jaki to obowiązek unikając tym samym sytuacji zbytniego rozpraszania się obecnością psa (na zajęciach zawsze trafiają się dzieci które będą się bały, które się do tego nie przyznają a na które różne psy różnie mogą zareagować).

Jeśli jednak bardzo nam zależy na takiej wizycie i wiemy, że osoba która nas odwiedzi będzie kompetentna (warto poprosić o okazanie stosownych zaświadczeń-odpowiednie szczepienia psa to chyba takie minimum-kwalifikacji, dowiedzieć się więcej o firmie bądź organizacji, którą dana osoba reprezentuje.

Jeśli już wybraliśmy kto będzie prowadził zajęcia z dziećmi należy z nim omówić scenariusz zajęć KROK PO KROKU. Rozpisać-w pocie czoła, z mozołem, punkt po punkcie choćby i po pięć razy upewnić się, że każdy wie, co ma robić. Kiedy dzieci siedzą, kiedy mogą podejść, czy robią to pojedynczo (POWINNY), czy będą mogły same poprosić psa o wykonanie komendy, ile będą trwały zajęcia itd. Warto popatrzeć na zdjęcia z zajęć, które już prowadził ( z zastrzeżeniem wyżej opisanego akapitu o tym, jak zdjęcia powinno się oceniać...) podpytać szkoły, w których już był.

Psy służb mundurowych wzbudzają zaufanie ale pies prowadzony na kolczatce czy też prezentacja tego, jak rzuca się na rękaw, aby bronić swojego właściciela nie jest chyba tym, co dzieciom należy pokazywać...chyba, że chcemy je zniechęcić albo i nawet przerazić.

Psy trenerskie (osób szkolących psy na co dzień),  psy ze schroniska (zabierane do szkół na zajęciach z ramienia fundacji, TOZu itd.) mogą faktycznie okazać się bardzo przyjacielskie i nieproblemowe, warto jednak się upewnić, że pies wie co to smycz i będzie potrafił się na niej zachować...brzmi nieprawdopodobnie ale internet nie przebacza...


Psy ratownicze, pracujące w poszukiwaniach oraz dogoterapeutyczne z przebytymi odpowiednimi egzaminami są bardzo dobra gwarancją tego, że nie dojdzie do żadnego incydentu oraz, że ich przewodnicy są osobami kompetentnymi.

Warto też rozróżnić dwie rzeczy. Świetny przewodnik psa, wcale nie musi być dobry w przekazywaniu swojej wiedzy dzieciom i prowadzeniu dla nich zajęć...w takim przypadku warto wspólnie wymyślić program spotkania i podzielić się obowiązkami w zależności od posiadanych kompetencji.

OBOWIĄZKI PROWADZĄCEGO

choć w temacie edukacja kynologiczna...przewrotnie wrzucam zdjęcie ze mną i moją kotką-bo i one są świetnymi nauczycielami! Zasada jest prosta-jeden kot, jedna ręka na raz. Reszta dzieci grzecznie czeka w kolejce, o ile tylko chce :)

Twój pies (kot!) Ci ufa. Jakakolwiek sytuacja, kiedy poczuje się niekomfortowo a Ty zareagujesz nieodpowiednio bądź wcale, jest Twoją winą. Zganianie na publiczność "prosiłam, żeby nie wyciągali ręki pierwsi, ale jedna wyciągnęła i pies się przestraszył" nie jest wymówką i nie powinno mieć miejsca. To Ty znasz swojego psa, a to że ludzie (o dziwo częściej dorośli niż dzieci...) nie zawsze słuchają powinno być dla Ciebie oczywiste.

O zapewnieniu dostępu do świeżej wody mówić chyba nie trzeba...a może i trzeba?

Pamiętaj, że to co robił pies przed zajęciami, jak i Twój stan emocjonalny nie jest bez znaczenia. Zbyt krótki spacer może być tak samo szkodliwy, jak i ten zbyt długi. Twoje zdenerwowanie na postój w korku, albo kłótnia przez telefon również nie sprzyja psu. Opanowany i pewny siebie przewodnik, to szczęśliwy pies :)

Jeśli drogi czytelniku dotarłeś aż tu, jestem pod wrażeniem. A jeśli masz swoje zdanie na ten temat i zostawisz jakiś ślad będzie mi szalenie miło. Może się ze mną zgadzasz, a może masz inny pogląd bądź coś Cię razi. Krytyka jest konstruktywna a wyrażanie opinii to cenne doświadczenie. Przyjmuję to na klatę :)

Jeśli zaś edukujesz dzieci pod kątem właściwych postaw względem zwierząt, to mam nadzieję, że robisz to rozsądnie. Życzę Ci sił, powodzenia i trzymam kciuki aby Twoja misja przyniosła owoce w postaci mądrych, dorosłych ludzi, którymi odwiedzane przez Ciebie dzieci kiedyś się staną.


Zdjęcia umieszczone w notce nie są moją własnością (chyba, że zostało to zaznaczone). 
Zostały wykorzystane jedynie do zobrazowania problemu a nie nagonki na konkretną osobę czy organizację. Wraz z ich publikacją w internecie, autorzy tym samym wyrazili zgodę do ich upubliczniania. 


1 komentarz:

  1. Ale się rozpisałaś ;) U mnie z okazji dnia samorządności w szkole rok temu był właśnie pokaz umiejętności psów policyjnych i przedstawiano jak pies rzuca się na policjanta z takim rękawem na ręce, albo kiedy policjant targał psem dookoła siebie... Razem z nami oglądała to też podstawówka i w sumie nie wiem czy dzieciaki z klas 1-3 powinny to oglądać ;) Ja to bym chciała żeby gdzieś ktoś kiedyś przekazał większej liczbie ludzi o co chodzi z pseudohodowlami, bo w moim otoczeniu pełno psów które nie przypominają nawet tej rasy którą miały być... Nawet w szkołach by to wystarczyło, a dzieci by przy zakupie psiaka już wiedziały skąd go najlepiej kupić i powiedziały rodzicom o tym i wszystkie pseudo by upadły :) Marzenia... :')

    OdpowiedzUsuń