wtorek, 5 marca 2013

Rasa a możliwości szkoleniowe psa

Człowiek to jeden z leniwszych gatunków. A ponieważ to lenistwo napędza wynalazek, stąd nasze odkrycia w tylu dziedzinach. Nie chciało nam się wchodzić po schodach-powstała winda. Osobiste przekazywanie informacji wymagało czasu i kondycji. Wymyśliliśmy telefon. Pokonywać tyle kilometrów na piechotę? I stworzyliśmy pojazdy.


Nasze lenistwo ujawnia się również w kontaktach z czworonogami. Niestety. Szkolić tego psa? Po co, przecież on jest głupi. Wymagać od malamuta przyjścia na zawołanie? To niemożliwe, przecież ta rasa już tak ma. Akita przynosząca piłkę? Zapomnij. Labrador karnie słuchający właściciela, nie podbiegający radośnie do każdego napotkanego stworzenia? To nie labrador... I tak dalej, i tak dalej...
Dwie podstawowe rzeczy, które prowadzą do sukcesu to odpowiednia motywacja i regularny trening. 
Tylko tyle. Nic więcej.

Zacznijmy od motywacji. Zarówno nas, jak i psa do działania może przykładowo motywować głód, ciekawość czy chęć kontaktu. Odpowiednio nagrodą jest więc jedzenie, dostęp do miejsc bądź możliwość zabawy z innym psem. Wszystko zależy od sytuacji. Najedzony pies nie będzie zabiegał o naszą saszetkę ze smakowitościami, tak samo, jak pies z silnie zakodowanym instynktem pogoni, który widzi akurat uciekającego kota. W takich przypadkach z pomocą nadchodzi nam cała gama innych atrakcji. I to Ty drogi właścicielu powinieneś wiedzieć, co będzie największą nagrodą dla Twojego pupila. A podpowiedzi należy szukać...w rasie właśnie.

Kontakt socjalny. Delikatne podrapanie za uchem, po brzuchu, klatce piersiowej czy też poklepanie w bok. Może być to także, pozwolenie na kontakt z inną osobą bądź psem. Dobrym przykładem może być labrador. Nagradzanie jedynie smaczkami grozi nadwagą, u tej rasy w szczególności.
Zabawa. Piłeczką, szarpakiem, frisbee czy zabawką do „mordowania”. Rzut patykiem czy choćby śnieżką, również może być atrakcyjny. Psów, które cieszy ten rodzaj nagrody, należy szukać przede wszystkim w rasach pasterskich zaganiających jak i użytkowych: border collie, owczarki australijskie i niemieckie, terriery czy labradory.

Środowisko. A więc wszystkie możliwości, jakie niesie ze sobą dany teren. Zapachy, dźwięki, a być może i trofea. Znaleziony konar może być równie ciekawy co trop bażanta. Rasy myśliwskie szczególnie ucieszą się z możliwości wykorzystania swojego nosa. Choć nam 10 minutowe obwąchiwanie jednego miejsca nie mieści się w głowie, dla beagla oznacza wiele cennych informacji i jeszcze więcej radości. Retrievery zaś na pewno skorzystają z okazji do kąpieli w chłodnym jeziorze, albo i parkowym stawie...
Spuszczenie ze smyczy. Aby skorzystać ze środowiska, najpierw trzeba uwolnić się z ograniczającego sznura. Naprawdę nie trzeba w psa wciskać kolejnych parówek. Sam dźwięk odpięcia karabińczyka i sposobność wolnego biegania, sprawia, że pysk psa nabiera innego wyrazu.

Warto podkreślić, że stosowanie jednej i tej samej metody nagradzania, z czasem sprawia, że traci ona na atrakcyjności. Na pewno znajdzie się klika rzeczy, które cieszą naszego psa. Stosujmy je naprzemiennie, tak aby pies nie mógł przewidzieć, co tym razem mu zaoferujemy. Prócz ciekawości i radości, wzmocnimy tym samym naszą więź z psem i zyskamy jego uwagę. Bo przecież kto wie, kiedy znowu trafi się jakaś fajna nagroda? Nie zapominajmy też o tym, co w danej chwili będzie dla psa największą frajdą. Drapanie za uchem, kiedy obok jest jezioro, bądź rzucanie patyków, kiedy obok kręcą się psi koledzy, niekoniecznie będzie trafne.

Oczywiście mówiąc o nagrodach, należy jeszcze wspomnieć o smakołykach. O różnej wielkości, konsystencji i zapachu. Mogą to być drobne kawałki sera, ugotowane jajko, smakowita kość albo i pokruszone psie ciastko. Również i psia karma jest odpowiednia, o ile pies zdobywa ją w ciągu dnia, zamiast z miski.

Mamy czym psa nagradzać. Pozostaje wybrać odpowiedni sposób szkolenia i intensywność treningu.
Podstawą dobrze wykształconej komendy, jest jej opanowanie do perfekcji, w warunkach, gdzie pies nie jest rozpraszany przez otoczenie, czyli w domu. Równie ważne jest miejsce. Chart nie odnajdzie się w zbyt wąskim korytarzu, a chihuahua na śliskich kafelkach. Nasza pozycja też nie jest bez znaczenia. Przy małych rasach lepiej zacząć od pozycji siedzącej, kiedy pies nie musi zadzierać głowy wysoko w górę. Różna jest też umiejętność nauki i skupiania się na danym zadaniu. Choć z reguły lepsze są krótkie i częstsze treningi, to są rasy, które bez odpowiednio długiego treningu wciąż mają niespożytkowaną energię. Za przykład posłużą tu osławione bordery.

W jednej z książek Bruce'a Fogle'a, kanadyjskiego lekarza weterynarii, można natrafić na tabelkę z wykazem ras i ich podatności na szkolenie, która powstała w oparciu o spostrzeżenia i doświadczenia w pracy z psami. Zastosowana skala wahała się od 1 do 5, przy czym 1 oznaczała najmniejszą podatność na szkolenie. I tak zaczynając od ras najbardziej bystrych:

(5) owczarek szetlandzki, springer spaniel, doberman, border collie, labrador retriever;
(4) pudel, bichon frise, welsh corgi, sznaucer miniaturowy, wyżeł węgierski;
(3) maltańczyk, shih tzu, lhasa apso, boston terrier, dalmatyńczyk, alaskan malamute, bokser;
(2) chihuahua, yorkshire terrier, pekińczyk, jamnik, jack russel terrier, ariedale terrier;
(1) mops, beagle, chow chow, chart afgański, buldog, foksterier;

O metodzie sprawdzania owej podatności nie ma żadnej wzmianki, dlatego wiarygodność tych badań nie jest zbyt wysoka. Ktokolwiek bowiem zetknął się ariedalem, bokserem, chihuahuą czy jak russel terrierem wie, że oceny te, nie mają nic wspólnego z rzeczywistością.

Jedyne ograniczenia, jakie należy brać pod uwagę to budowa ciała psa i jego kondycja fizyczna. Starszy pies choć zdolny do nauki, będzie wolał nasze towarzystwo i długie drzemki niż hasanie po parku. Chihuahua zaś nie będzie się raczej nadawać do agility, ze względu na problemy z równowagą, jak i możliwością kontuzji. Co nie oznacza, że nie może być mistrzem aportu.

Podsumowując: rasa wcale nie ogranicza możliwości Twojego psa, a jedynie zawęża rodzaj bodźców, jakie zmotywują go do współpracy. Każdy pies (bądź inny ssak jak choćby szczur czy kot a nawet i ptak) dzięki odpowiednim treningom i wsparciu z naszej strony może stać się świetnie wyszkolonym towarzyszem. O ile tylko potrafimy być cierpliwi, stopniować poziom trudności i traktować każdą chwilę spędzoną na szkoleniu jako powód do radości.

Na zachętę polecam obejrzeć filmik, który nie tylko pokazuje, jak wiele można nauczyć psa, ale że i przypięcie łatki „słabo nadającego się do szkolenia” nic nie znaczy.






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz